wróć do strony głównej

 

 

 

Wędrówki po Beskidach Morawsko Śląskich.

Tomas Tosenovsky, kolega z pracy, przedstawił propozycję wędrówki po Beskidach Morawsko Śląskich. Naszym celem było zdobycie wszystkich oficjalnych szczytów mających powyżej 1000 m n.p.m. w ciągu czterech dni. Po dokładnym sprawdzeniu pasma, okazało się, że jest ich 32. Miałem wątpliwości, czy aby na pewno sprostam wyzwaniu. Nie miałem żadnego przygotowania kondycyjnego. Jedynym sposobem było po prostu przekonanie się na własnej skórze. Decyzja została podjęta. Ustaliliśmy termin wyprawy: 26 – 29 kwietnia 2007.

Pierwszego dnia wyruszyliśmy o godzinie 8 rano z miejscowości Podgrun (Tyra). Pierwszym celem był szczyt zwany Ostrym (1044 m). Od razu pojawił się problem z mapą – nie odzwierciedlała ona dokładnie szlaku. Na szczęście na wyposażeniu mieliśmy odbiornik GPS, który okazał się nieocenioną pomocą w dotarciu do celu oraz niejednokrotnie w ich poszukiwaniu. Kolejno zdobyliśmy Javorovy (1032 m), Sindelna (1001 m), Ropice (1083 m). W tym momencie naszej wędrówki zauważyliśmy na mapie jeszcze jeden szczyt powyżej 1000 m, który nie był planowany na naszej trasie – Velky Lipovy (1003 m). Stał się on naszym kolejnym celem. Tego dnia weszliśmy jeszcze na Slavic (1055 m) oraz Slavic JV (1011 m). Nie daleko Slavica jest schronisko. Chcieliśmy uzupełnić zapasy wody. Niestety kobieta ze schroniska na naszą prośbę odpowiedziała, że schronisko jest zamknięte, po czym udała się karmić i myć konie. Nie polecamy tego miejsca. Ruszyliśmy dalej. Namiot rozkładaliśmy w nocy, na polanie w pobliżu Lacnovej. Ciężko było nam uwierzyć w fakt tzw. głuchej ciszy. Żadnego śpiewu ptaków, żadnego szumu drzew – kompletna cisza. Tak, jakby ktoś wyłączył dźwięk. Niesamowite przeżycie. Tak samo niesamowite, jak smak pół kubka gorącej herbaty. Takich momentów nie można zapomnieć. Wstaliśmy o godzinie 6. Pojedliśmy, spakowaliśmy się i wyruszyliśmy dalej. Drugiego dnia wyraźnie odczułem te 35 km z dnia poprzedniego. Pojawił się ból w lewym kolanie. Byłem zły na siebie. Szliśmy dalej, zacząłem kuleć. Myślałem, że jak rozgrzeje bardziej staw, to ból ustąpi. Ostatecznie pomogła maść miętowa zakupiona w Horni Lomnej. Po krótkiej przerwie, wyruszliśmy na Velky Polom (1067 m). Potem udaliśmy się na Burkuv (1032 m), Burkuv Z (1021 m), Cubonov (1011 m), Maly Polom (1061 m) oraz Nad Krsli (1002 m). Po drodze pojawiły się problemy ze szlakiem. Kolejny raz pomógł GPS. Następnie udaliśmy się w długą i wyczerpującą wędrówkę na Travny (1203 m). Nie mogliśmy się już doczekać noclegu. Przy końcowym podejściu na szlaku leżał jeszcze śnieg. Tą noc spędziliśmy na Travnym. Prosto z namiotu widzieliśmy na horyzoncie nasz następny cel – Lysa Hore (1323 m, przy dobrej przejrzystości powietrza widać ją z Cieszyna). Ponownie wstaliśmy wczesnym rankiem. Po zejściu do doliny odświeżył i nieco zregenerował nas górski potok. Kilka godzin później zdobyliśmy Malchor (1219 m). Z niego droga na Lysa Hore wydawała się krótka. Taka też była, ale ostatnie strome 100 m podejścia i tak zrobiło swoje. W schronisku zjedliśmy ciepły obiad. Tego dnia nie miałem już problemów z kolanem, natomiast Tomas miał problemy ze ścięgnami Achillesa. W drodze na Maly Smrk (1174 m) przechodziliśmy przez tamę w miejscowości Sance. Maly Smrk – krótko mówiąc – dał nam popalić. Następnie zdobyliśmy Smrk (1276 m) oraz Smrk J (1248 m). Chcieliśmy zejść z niego przed zachodem słońca. Droga na szlaku okazała się połamanym lasem. Wszędzie było pełno połamanych drzew, gałęzi. Dobrze, że zdążyliśmy pokonać ten odcinek za dnia, inaczej sobie tego nie wyobrażam. Próbowaliśmy również iść na przełaj, aby skrócić sobie drogę. Niestety, na tym odcinku było to niemożliwe – las był bardzo gęsty. Zrobiło się ciemno, a my nie mogliśmy się doczekać, aby dojść do pobliskiej wsi. Wydawało się, że trasa nie ma końca. We wsi Porost zjedliśmy posiłek. Musieliśmy dojść na przełęcz w pobliżu Malej Stolovej, aby następnego dnia było nam łatwiej. Wreszcie, po rozbiciu namiotu, upragniony odpoczynek. Spaliśmy 4 godziny – tak, jak zasnąłem, tak się obudziłem. Zaskoczony byłem, bo obudziłem się wyspany. Ostatniego dnia udaliśmy się na Mala Stolova (1009 m), Velka Stolova (1046 m), Knehyne (1257 m), Certuv Mlyn (1206 m), Magurke (1068 m), Tanecnice (1084 m), Zmrzly (1043 m, uwaga na żmije), Norici Hora (1047 m), Tanecnice Z (1077 m). Głód zaspokoiliśmy na Pustovnym, gdzie też odbywał się akurat ślub. Z uśmiechem na twarzy ruszyliśmy dalej w kierunku celu, który był widoczny już od kilkunastu godzin. I tak, po kolei, zdobyliśmy Radegast (1106 m), Radegast Z vrchol I (1103 m), Radegast Z vrchol II (1099 m). Kiedy doszliśmy do ostatecznego celu – Radhost (1129 m), nie mogliśmy uwierzyć, że to już po prostu jest koniec. Równocześnie cieszyliśmy się, że za kilka godzin będziemy wracać do domu. Niestety nie da się wszystkiego opisać słowami; uczucie spełnienia, zadowolenia i satysfakcji z osiągnięcia postawionego celu wbrew wszelkim przeciwnością – bezcenne. Z Radhost zeszliśmy do Trojanovic, gdzie autobusem, a potem pociągiem udaliśmy się do domu.

W ciągu czterech dni przeszliśmy 131 km. Pogoda była wyśmienita, było gorąco, skwarno. Zachęcam wszystkich do aktywnego wypoczynku. Opisaną wędrówkę można rozłożyć na np. 8 dni, co pozwoli na jej spokojne, przyjemne pokonanie. Tak, jak wcześniej wspomniałem, nie da się ująć słowami wszystkiego. Trzeba to przeżyć samemu. Tego typu rzeczy, osobiście pozwalają mi na docenienie maleńkich cudów codzienności. Po każdej takiej wędrówce, dusza człowieka wzbogaca się. Życzę tego każdemu z Czytelników. Serdecznie zachęcam do wędrówki.

Pozdrawiam,
Dariusz Pszczółka

Więcej zdjęć zobaczysz w Galerii !
<<skomentuj>>Wojtek

 

Wasze komentarze:
MarcinNo tak.. juz w sumie wakacje trzeba wymyslec co by tu robic ? tylko wlasnie co ?
X-meanjak nie masz co robic to dzieci rob :P a tak w ogole to ja lubie morze... i juz !
Toulavý SokolJste kabrňáci Vy kluci - paráda!! Krásný výlet. Všude dobře,tak co doma. Tomův tatík.

 

Inne tematy:

 

 

pajeczyna.ltd.pl